Podręczniki
» Coaching i mentoring w praktyce


Poradniki
» Seks Trujący. Seks Doskonały. Coaching Relacji
» Miłość toksyczna, miłość dojrzała
» Coaching Tao
» Coaching czyli Przebudzacz Neuronów
» Coaching czyli restauracja osobowości


Powieści
» Wszystkie kobiety don Hułana
» Prawda jest hipnozą


Artykuły
» Przezwyciężyć impas
» Nieporozumienia językowe
» Quantum Brainpower Coaching
» Strategie sukcesu i coaching
» Zarządzanie czasem, czyli...
» Project Management


Filmy
» Kreatywność jako droga do prezentacji
» Metoda Motywacyjna MAPA, czyli motywowanie jako zaplanowane marzenie z happy endem


Klienci Norman Benett Group


Wyróżnienia i certyfikaty





Nieporozumienia językowe

Autor: Paweł Kaczmarczyk
Kontakt: pawel.kaczmarczyk@normanbenett.pl

Pracując w dużej międzynarodowej firmie na co dzień stykamy się z obcokrajowcami. Aby nasza współpraca układała się pomyślnie, bardzo ważna jest płynna komunikacja. Oto kilka przykładów nieporozumień językowych, z jakimi spotkać się możemy na styku kultur - polskiej i anglosaskiej.

Każdy w zasadzie starający się o pracę powinien znać dziś język angielski. Wiele osób zdobywa coraz to wyższe certyfikaty, aby otrzymać zatrudnienie. Ich posiadanie jednak nie koniecznie oznacza, że znamy „na wylot” dany język. Nie wszystkiego da się przecież nauczyć z książek. Pewnych rzeczy możemy nauczyć się tylko przebywając w danym kraju. Choć i tu bez większego wysiłku znaleźć można wiecznych, opornych emigrantów posługujących się jedynie „ok.” czy „dats yt”. Mając zatem w perspektywie pracę w międzynarodowym zespole, warto poznać różnice kulturowe, które zapewne nie raz będą stawać na przeszkodzie płynnej komunikacji. Na pewno polepszy i ułatwi to stosunki oraz komunikację między pracownikami w firmie.

Czipsy są na dole

Kontakty z obcokrajowcem są nie tylko kontaktem z osobą posługującą się innym językiem. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że nasz rozmówca wyrósł w zupełnie innej kulturze, ma inny sposób patrzenia na świat, inaczej niż my rozumie pewne zachowania. Tak samo niektóre zwroty i zachowania przybysza mogą być przez nas mylnie interpretowane. Inaczej rozumie się je w krajach anglosaskich, a inaczej u nas – to normalne.

Pewnych wyrażeń absolutnie więc nie należy tłumaczyć dosłownie. Jeśli wydaje się nam, że nasz rozmówca co najmniej bredzi, albo jest niewyspany, to najprawdopodobniej użył jednego z wielu funkcjonujących w języku angielskim idiomów. Oto, jak wiele kłopotów może nam przysporzyć ich nieznajomość:

Jeśli ktoś zaprasza nas do rozmowy, to najpewniej użyje zwrotów „Let’s talk about” czy „Let’s discuss”, albo bardziej uprzejmego „How about a meeting?”. Jednak całkiem możliwe, że wypowiedziane przez szefa grzeczne zaproszenie „How about a talk some time?”, w rezultacie oznaczać będzie chęć poinformowania nas, że właśnie straciliśmy pracę. Czasem zaproszenie do rozmowy może zabrzmieć zupełnie dziwacznie, jeśli użyjemy staroświeckiego „Anyone for tennis?” czy „Who’s for tennis?”. Zapewniam was, że wcale nie chodzi tu o spotkanie na korcie.

Grymas niezrozumienia pojawiłby się zapewne na wielu twarzach, jeśli skierować ku nim słowa w stylu „Let’s touch base”. Tak naprawdę nie chodzi tu o żadne bazy danych. Wyrażenie zaczerpnięto z bardzo popularnego w USA baseballu, a oznacza ono tyle, co „naradźmy się”. Oczekiwaną odpowiedzią byłoby tu np. zdecydowane i konkretne „How about Monday 2 pm?”.

„The chips are down” – tu wcale nie chodzi o chrupiące smakołyki. Wyrażenie pochodzi z gier hazardowych i oznacza, że zabawa się skończyła i trzeba stanąć twarzą w twarz z problemem.

Pucybut i idiota

Ze słynnym anglosaskim, czarnym humorem można się dziś spotkać nie tylko oglądając niesamowite poczynania Cyrku Monty Pythona. Przekonała się o tym pewna Polka pracująca na stanowisku sekretarki w firmie zatrudniającej także cudzoziemców. Kiedy jej szef – Brytyjczyk zauważył ją na kolejnej przerwie na papierosa w towarzystwie sporej grupy innych pracowników, zwrócił się do niej z wyczuwalnym wyrzutem i jednoczesnym, przyjacielskim mrugnięciem w następujący sposób: „I cóż ty tu robisz na plotkach? Przecież poprosiłem cię o zrobienie kawy i wyczyszczenie moich butów”. Młoda dziewczyna oczywiście natychmiast obraziła się. Poprosiła też o rozmowę z dyrektorem, któremu powiedziała, że została bezczelnie ośmieszona na oczach kolegów z pracy i absolutnie nie życzy sobie podobnego traktowania. Sprawca całego zajścia był zupełnie zaskoczony taką reakcją podwładnej. Wypowiadając obraźliwe, jak się okazało zdanie, kierował się zasadą, która zezwala na przyjacielskie przytyki wobec znajomych. Był też pewien, że nikt nie weźmie tego poważnie, a już na pewno nie obrazi się. Ta sytuacja wyraźnie pokazuje, że nie warto traktować podobnych żartów zbyt poważnie, szczególnie jeśli padają z ust obcokrajowca. Jeśli już jednak cudzoziemcy pozwalają sobie na dwuznaczne zwroty, to należałoby poprosić ich bardziej precyzyjne wyrażenie się. Żartują czy mówią serio?

Najprostszym, obok wypowiadania jednoznacznych kwestii o nieprzyzwoitym prowadzeniu się rodziców naszego rozmówcy, sposobem na obrażenie kogoś jest poddanie w wątpliwość poziomu jego inteligencji. Idealnie pasuje tu bardzo popularny w Anglii zwrot „you idot” – jeśli ktoś do nas tak się zwróci, z pewnością się na niego obrazimy. W kulturze anglosaskiej oznacza to jednak coś w rodzaju „ty niezdaro”, „głuptasku”, wypowiadane z uśmiechem na ustach i absolutnie nie złośliwe.

Tak samo jest w przypadku polskich żartów, którymi również możemy nieświadomie obrazić obcokrajowca. Chcąc być pewnym, że swoim poczuciem humoru nie zajdziemy nikomu za skórę, najlepiej chyba żartować z samego siebie. Szczególnie, że w kulturze anglosaskiej autoironia jest bardzo wysoko ceniona.

False friends

Czasem, gdy mówimy po angielsku, czyhają na nas tzw. fałszywi przyjaciele. False friends to słowa, które w obu językach (w tym przypadku polski i angielski) wyglądają tak samo bądź podobnie, przez co wydawałoby się, że mają takie same znaczenie. Np.:

  • „paragraph” to nie paragraf, ale akapit,
  • „formula” to nie formuła, ale zawartość składnikowa, wzór, przepis,
  • „actual” to nie aktualny, ale prawdziwy, rzeczywisty, odpowiedni,
  • „eventual” to nie ewentualny, ale ostateczny, końcowy,
  • „company” to nie kompania, ale spółka, przedsiębiorstwo, firma,
  • „balanced” to nie zbilansowany, ale zrównoważony, pełnowartościowy,
  • „action” to nie akcja, ale działanie,
  • „billion” to nie bilion, ale miliard,
  • „caravan” to nie karawan, ale przyczepa,
  • „economy” to nie ekonomia, ale gospodarka,
  • „rent” to nie renta, ale dzierżawa, wynajem,
  • „hazard” to nie hazard, ale niebezpieczeństwo,
  • „occupant” to nie okupant, ale mieszkaniec, sublokator itd.

I odwrotnie:

  • pole namiotowe to nie „camping”, ale „campsite”,
  • sala balowa to nie „dancing”, ale ”dance hall”,
  • parking to nie „parking”, ale „car park”.

W przygotowaniu artykułu korzystałem z książki Anny Murdoch pt. „Współpraca z cudzoziemcami w firmie”, Poltext, Warszawa 1999 r.

© 2010 Cobyright by Norman Benett Group. Created by Improve.pl